WROBELS

Zamieszkać w starym młynie…

Ile to osób marzyło zawsze o własnym domu? Chyba każdy. Zdecydowanej większości wystarczyłoby jakieś własnościowe lokum w bloku, byle być tylko na swoim i nie męczyć się z wynajmowaniem ale marzenia często sięgają dalej i snują się w przestronnych wnętrzach domu umiejscowionego gdzieś na wsi, na łonie natury, z ogrodem, kawałkiem starannie skrojonego trawnika, gdzieś gdzie będzie święty spokój i całkowita prywatność. Zapoznałem się z tego typu historią, wydawać by się mogło, że z pomysłem karkołomnym, niemniej jednak niesamowicie kuszącym i ciekawym.

Było sobie małżeństwo. Mieli oni córkę i mieszkali w Warszawie. Wiedli raczej spokojne życie, oboje pracowali ale korciło ich aby coś zmienić, aby coś ubarwić, po prostu postanowili ziścić marzenie. Fantazjowali o domu niepowtarzalnym, o miejscu magicznym i jedynym w swoim rodzaju. Niby jeden dom już był ale to nie było ,,to”… To ,,coś”, miejscówka zjawiskowa znaleziona została dopiero w słonecznej Italii, w pięknej Toskanii, wśród wzgórz, pagórków i dolin, w towarzystwie oliwnych tarasów, bujnej roślinności, strumyka, cudownego słońca latem oraz deszczowych dni jesienią. Zainwestowali w coś, co miało ogromny potencjał – należało go tylko wydobyć. Inwestycja wiązała się z ryzykiem aczkolwiek przy odrobinie pracy (no może przy ogromie pracy), silnej woli i cierpliwości ryzyko to na pewno zostanie zminimalizowane. Bo akcja dzieje się nieustannie i do szczęśliwego jej zakończenia upłynąć musi jeszcze sporo czasu.

,,W stronę Toskanii – mój młyn pod Cortoną” to historia zakupu starego młyna, który w pewnym momencie został przekształcony w domy mieszkalne. Z czasem trochę zaniedbane i podupadłe, uległy one bowiem wściekłej roślinności, ale jak napisałem, niezwykle klimatyczne i po stokroć do zakochania. Bohaterka a zarazem autorka książki, niejaka Oliwka 😉 wraz ze swoim mężem, niejakim panem G. najzwyczajniej w świecie zostali zauroczeni. Dali się porwać pracy, która stała się pracą ciężką, niekończącym się remontem, nieraz powodowała prawie że palpitację serca ale za każdym razem założone cele udawało się jakoś zrealizować. Renowacja odkrywała co raz to nowsze niespodzianki, powiązane z bardzo bogatą przeszłością (sięgającą nawet 12 wieku) starego młyna. Trzeba było przerobić dom, ogarnąć ogrody, doprowadzić do porządku tarasy. Mordęga ale z mordęg przyjemnych i aby nie było monotonii, przerywana wyjazdami i poznawaniem okolicy.

Oliwka oprócz codziennych spraw remontowych pięknie ukazuje włoską kuchnię. Opisy są zabawne, kolorowo przedstawione i co najważniejsze, ilustrowane potrawy odkrywa w taki sposób, że chciałoby się nimi delektować, pieścić podniebienie i najzwyczajniej w świecie, je pożreć. 🙂

Mamy także podróże. Wycieczki dalsze i bliższe, za każdym razem na swój sposób porywające, intrygujące i pouczające. Oliwka zabiera nas na wędrówki średniowiecznymi, wąskimi uliczkami, wśród starych kamienic usadowionymi w wiekowych miasteczkach. Odwiedzamy place, wchodzimy do restauracji, pijemy w nich espresso, zajadamy się domowymi wypiekami, kupujemy na targach staroci i przedzieramy się po okolicznych wzgórzach. Poznajemy ludzi, uczymy się włoskich obyczajów, innej tradycji, dziwimy się jej ale też śmiejemy, nierzadko irytujemy.

,,W stronę Toskanii” jest świetną opowieścią o realizacji marzeń, wydawać by się mogło trudnych do zrealizowania ale jednak nie niemożliwych. Książka napisana lekko, zwiewnie, z dużą domieszką humoru, z wyrazistymi opisami – bije od niej jakaś taka mądrość i pozytywna energia. Polecam! 😉

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

10 komentarzyZostaw komentarz

  • Cześć Kasiu! Byłaś w Longford i nawet się nie odezwałaś? 🙂 Oj Ty, Ty! Powyższą książeczkę bardzo polecam i jeśli mogę coś zasugerować to spróbuj kupić sobie ,,Irlandzki Sweter” Nicole R. Dickson – właśnie ją przerabiam i jest świetna – na pewno Ci się spodoba! Pozdrowionka! 😉

  • już powoli robię listę książek jakie sobie zamówię przy okazji wizyty w kraju na święta. Dopisuję tą książkę do listy 🙂 Pozdrawiam. PS. Jakiś czas temu byłam w Longford 🙂

  • sweterek zapisuję na listę. W Longford tak naprawdę nie byłam co przejeżdzałam przez..Jechałam na weekend do domu rodzinnego koleżanki, ktorej mama mieszka w Granard.

  • Świetnie! Na pewno się nie zawiedziesz 🙂 Pierwsza historia prawdziwa, druga wymyślona, ale obie wciągające i niezwykle ciekawe. Jestem ciekaw Twojej na ich temat opinii 🙂 To w tym roku jeszcze je dostaniesz czy dopiero w styczniu?

  • uprzejmie donoszę, że ‘w stronę toskanii” oraz “iralndzki sweter” zakupione i chyba wlasnie kurier wiezi do moich rodzicow. Wkrotce wpadną w moje ręcę…ksiązki oczywiście 🙂

  • dostanę w tym, ale zabiorę się za nie raczej w następnym 🙂
    Pozdrawiam
    PS. Jak przeczytam nie zapomne Ci znow uprzejmie donieść

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *