z 25 sierpnia 2008
Co prawda tylko przez moment, przyjechaliśmy, załatwiliśmy to co mieliśmy do załatwienia i odjechaliśmy. A sprawa była dość ważnej wagi a mianowicie zawitaliśmy (po wcześniejszym, telefonicznym umówieniu się) w Ambasadzie Polskiej, a konkretnie w Wydziale Konsularnym w celu wyrobienia paszportu tymczasowego dla Victorii.
Poszło dość gładko, powypełnialiśmy wnioski, uiściliśmy opłatę, daliśmy fotkę małej, hop-siup rach-pach chciałoby się rzec
A że byliśmy w stolicy z Victorią to też nie dało rady aby pochodzić po mieście, zrobić jakieś zakupy, pozwiedzać. Być może zakotwiczę tam na dłużej 8 września, kiedy przyjadę po odbiór tego paszportu. Jaki jest Dublin tak w telegraficznym skrócie? Na pewno dość sporych rozmiarów, na pewno tętniący życiem, zakorkowany i hałaśliwy. Zrobiliśmy sobie taki 20-25 minutowy spacerek i powiem szczerze (w przeciwieństwie do Eweliny) uaktywnił się we mnie tak troszeczkę gen (?) wielkiej aglomeracji. W sensie takim, że cały czas dookoła coś się działo, jeździły samochody, autobusy, na chodnikach mnóstwo ludzi, pełno sklepów gdzie by się nie spojrzało… Jako mieszkaniec swego czasu Śląska, miałem to na wyciągnięcie ręki, czasami było męczące ale generalnie podobało mi się. Dzisiaj jest inaczej i taka wizyta w Dublinie obudziła Miastowego Potwora hehe. Miałem bardzo podobnie, z większą siłą (bo byliśmy dłużej) podczas naszej wizyty w Madrycie. Reasumując to tylko takie moje pisanie/gadanie/rozmyślanie bo oprócz tego, że Dublin jest ruchliwy i mnóstwo w nim emocji to jednak potrafi skutecznie walczyć z naszymi portfelami. Drogo, drogo i jeszcze raz drogo… No ale co jakiś czas, parogodzinna wizyta, czemu nie?

Pierwszy raz, kiedy przyjechałam do Dublina, miałam wrażenie że to jakieś miasto pośledniej wielkości – ale to dlatego, że w głowie wciąż pamiętałam Warszawę i jej ruch i tłok i to wszystko, co jest w tych milionowych miastach. Teraz, kiedy jadę do Dublina, mam dość hałasu i pędu, bo z kolei porównuję go do mojego małego Portarlington. Jak to się wszystko zmienia… nie da się jednak ukryć, że Dublin ciągnie i nęci muzeami, zabytkami, parkami, itp, itd.
Hrabina – odkrywczyni prehistorycznych wpisów 🙂
Dublin przyciąga i zachęca w momencie gdy nas w nim nie ma, gdy mieszkamy poza Dublinem 🙂 Fajnie jest tam być 1 dzień, weekend ale chyba nie non-stop. Pomimo, że również praktycznie całe moje życie przed-irlandzkie mieszkałem w dużym mieście (Katowice), to dziś chyba w dużym mieście bym się delikatnie męczył. Tak mi się wydaje, być może udało by mi się z czasem przystosować, ale 10 lat w 10 tysięcznym miasteczku (Longford) zrobiło swoje 🙂 Wszystko się zmienia Hrabino, wszystko dookoła 🙂 Nasze postrzeganie świata również.