WROBELS

Lough Key Forest Park

z 2 kwietnia 2009

Dość nieoczekiwanie znaleźliśmy miejsce, które nas porwało swoim urokiem. Co prawda pomieszane jest ono nowoczesnością i legendami z czasów bardzo odległych ale zrobione jest to w taki sposób, że spodoba się każdemu. Ale może od początku… Wtorek, ostatniego dnia marca roku 2009 rozpoczął się bardzo przyjemnie jak na tutejsze, kapryśne warunki pogodowe.

Słoneczko, delikatne chmurki i ciepło. Dla rodziny Wróblowatych zadziałało to jak płachta na byka. Po szybkiej naradzie ze współlokatorami postanowiliśmy wyruszyć w podróż, odprężyć się, pooddychać świeżym powietrzem i zobaczyć coś nowego. A więc Victoria, Ewelina i Adrian w jednym aucie, z kolei Klaudia, Iwona, Beata (nasz gość, siostra Iwony) i Marcin w drugim. Kierunek północno-zachodni, trasą N4. Przejechaliśmy kolejno przez Newton Forbes, nieopodal Rooskey i Drumond i dalej przez maleńkie Aghamore i Drumsna. Po 35 kilometrach wjechaliśmy do Carrick-on-Shannon, miejscowości rozmiarowo podobnej do naszego Longford. Po około 13 kilometrach byliśmy u celu. Lough Key Forest Park ma 800 hektarów i jest często odwiedzane przez turystów, szczególnie tych preferujących łazikowanie. Przejechaliśmy przez bramę i pomknęliśmy w stronę centrum turystycznego i parkingu.

lough_key_forest_park_logo

Naszym oczom ukazało się Lough Key – jezioro, które według legendy zostało stworzone przez Druida. Jezioro to ma kilka kilometrów długości, jest prawie okrągłe i znajduje się na nim około 30 leśnych wysepek. Najsłynniejsze z nich to Orchard Island, Hermit Island, Stag Island, Bullock Island, Drummond’s Island oraz Castle Island. I właśnie ta ostatnia wyspa posiada zjawiskowy zamek, zwany Macdermott’s Castle. Zamek ten od razu rzucił nam się w oczy, gdyż znajduje się najbliżej brzegu i jest bardzo dobrze widoczny. Po zaparkowaniu i wyjściu z samochodów w zasięgu naszego wzroku pojawił się 19-wieczny Kościółek a także dość sporych rozmiarów polana. My poszliśmy do głównego budynku Parku, gdyż okazało się, że aby skorzystać z oferowanych atrakcji, należy zapłacić. Oczywiście wcale nas to nie odstraszyło i lżejsi o 7,50 euro od głowy weszliśmy do środka. Miła pani sprzedająca bilety dała nam specjalne ni to słuchawki, ni to telefony, które miały nam pomóc podczas wędrówki. Jak wspomniałem na początku Forest Park (przynajmniej ta część płatna) jest świeżą atrakcją, stworzoną w 2007 roku. Działa to na takiej zasadzie, że idzie się wyznaczoną trasą, na której znajdują się stacje-punkty i za pomocą przewodnika z słuchawki dowiadujemy się, co tu kiedyś było.

Castle Island
Castle Island

Szlak ten położony jest w bardzo malowniczej scenerii, otacza go pokaźna ilość drzew oraz roślin i wszędzie słychać śpiew ptaków. Na samym początku wchodzi się do ciemnego tunelu, praktycznie bez światła, w mroku i wilgoci wędruje się na przód przez dobrych kilkadziesiąt metrów. Tuż po wyjściu stajemy oko w oko z Moylung Tower, 6 piętrową wieżą widokową, która stoi w miejscu Old Rockingham House. Oczywiście grzechem byłoby na tej wieży się nie znaleźć, toteż szybkie wejście do windy i wjazd na samą górę. Widok ze szczytu zapiera dech w piersiach… Na północ Lough Key ze swoimi wyspami, pozostałe strony to lasy i widok na park. Świetna sprawa i bardzo dobre miejsce na uwiecznienie tej panoramy aparatem. Po chwili zjechaliśmy na dół i weszliśmy do kolejnego, wilgocią nasiąkniętego tunelu. Tym razem bez żadnych zakrętów, centralnie w dół, przed siebie, paronasto stopniowym spadem. Wyglądało to tak, jakby kiedyś znajdowały się tam jakieś lochy bądź ukryte, tajne przejście… Wraz z nastaniem jasności, rozpościera się widok na jezioro i na Castle Island. W tym celu utworzono taki punkt widokowy, z tablicą informacyjną z nazwami wysp, znajdujących się na Lough Key.

w_tunelu_2-gim

I w tym miejscu zaczyna się chyba najważniejsza cześć tej swoistej ,,ścieżki zdrowia’’. Wybudowano most ciągnący się przez 300 metrów, pośród drzew i krzewów, efekt był taki, że szło się jakby w konarach tychże drzew i można było poczuć bliskość flory i fauny. Znajduje się on z 5 metrów nad ziemią, drewniany, zabudowany siatką w celach bezpieczeństwa, wspierał się co kilkanaście metrów o wielkie pale, wbite w ziemie i wypuszczające grube liny, podtrzymujące całą konstrukcję. Całość całkowicie bezpieczna i łatwa do przejścia, nawet z dziecięcym wózkiem. Koniec tego mostu równał się z opuszczeniem parku, przynajmniej tej części płatnej.

Tuż przed wyjazdem z Longford wydrukowaliśmy sobie małą mapkę, przedstawiającą szlaki, które wiodły podróżnych przez siatkę dróg i ścieżek leśnych. Nas też powiodły, nie daleko, tyle ile mogliśmy pokonać, tyle na ile pozwoliły nam nasze córy. Spacer ciągnął się przez las. Mówi się, że Irlandia uboga jest w lasy – może to i prawda ale Forest Park, jak sama nazwa wskazuje (Park Leśny), nie ma się czego wstydzić. Momentami czuliśmy się jak w Polsce, hehe. Jest to idealne miejsce na spacery, czy to rodzinne, czy samotne, czy narzeczeńskie… Każdy, kto zamarzy sobie poobcować z przyrodą będzie się czuł jak ryba w wodzie. Świergot ptaków, szum lasu, nieopodal woda – to nastraja człowieka pozytywnymi wibracjami i dodaje energii. Można wejść w zadumę bądź podzielić się z partnerem miłą pogawędką. Mijaliśmy fikuśne, nie rzadko potężne drzewa, niczym z baśni powykręcane we wszystkie możliwe strony, rosnące wzdłuż piaszczysto-kamienistej drogi, sprawiające wrażenie strażników boru…

Wyobraźnia się uruchamiała i tylko czekaliśmy aż zza zakrętu wyłoni się rycerz i w szaleńczym pędzie pomknie gdzieś przed siebie na swoim rumaku…

Była bajkowa roślinność, była rzeczka, były stare, kamienne mosty. Napawaliśmy się tym wszystkim, radując się w duchu, że odkryliśmy kolejne, super miejsce. A jak tam przeżyły to nasze małe Kruszynki? Zadowolone były na pewno. Tylko jak to małe dzieciaczki – w pewnym momencie paść musiały. O ile Victoria w sekundzie zasnęła i dalszą część spaceru przespała w wózku to Klaudia stała się niecierpliwa i marudna zarazem. Brak sił u dziewczynek wraz z późną porą zmusiły nas do tego, że musieliśmy się powoli wycofywać w kierunku samochodów… Dodreptaliśmy do parkingu, zahaczając jeszcze o wiekowy Kościółek, tam parę fotek i do wozików. Droga powrotna identyczna jak parę godzin wcześniej i po niecałych 60 minutach zawitaliśmy na powrót w Longford.

Jakie wnioski końcowe? Podobnie jak niedawno, kiedy byliśmy nad Lough Rinn, również w przypadku Lough Key Forest Park, warto zaczekać na cieplejsze dni i na pojawienie się roślinności. Gdy wszystko zakwitnie, trawa bardziej się zazieleni i liście pokryją drzewa, miejsce to nabierze jeszcze większej niesamowitości i jeszcze bardziej będzie kusić. Wiemy o tym i z całą pewnością raz kolejny się tam zjawimy. Podziękowania dla uczestników wycieczki!

Parę fotek:

uczestnicy_wycieczki
kulinki_i_wielkie_drzewo

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *