WROBELS

Lough Rynn House & Garden

Na irlandzkim niebie od 17 marca ciężko uraczyć deszczowe chmury. Ba, nawet nie-deszczowe nie chcą się pojawiać. Panuje piękna, słoneczna pogoda i jest ciepło (przynajmniej w ciągu dnia). Cieszy nas to niezmiernie, toteż postanowiliśmy te piękne dni w jakiś należyty sposób wykorzystać.

Wczoraj miałem wolne od pracy, więc nic mi czasu nie mąciło, niedawny St. Patrick’s Day niestety spożytkowany nie został należycie, tym razem nie było roboty, więc był spokój. ,,Uroczy dzionek, więc gdzieś musimy się wybrać’’ – taka oto myśl kłębiła się w naszych głowach. Kierunek, czy też cel naszej podróży narodził się po uprzedniej konsultacji Eweliny z naszą koleżanką Elwirą, która już tam wcześniej miała okazję być i bardzo jej się podobało. Wyruszyliśmy w składzie: Ewelina, Victoria oraz Gosia Maks a także ja jako sterujący wozikiem. Z Longford drogą N4 przejechaliśmy ok. 5 km, minęliśmy Newton Forbes i pomknęliśmy w kierunku Rooskey. Następnie po paru kilometrach w okolicach Drumond zjechaliśmy z N5 i dalej R202 dokulaliśmy się do Mohill. Miasteczko to znajduje się w hrabstwie Leitrim, niczym szczególnym nie zachwyca, nie przyciąga, jest o wiele mniejsze niż Longford. Tak więc błyskawiczny przejazd przez Mohill i na południe po około 4 km znaleźliśmy się tam, gdzie chcieliśmy. Nad Lough Rinn

Gniew Lough Rinn...
Gniew Lough Rinn…

Lough Rinn to jezioro. Kiedy stanęliśmy nad jego brzegiem, fale rytmicznie poruszały się na powierzchni, sprawiało to wrażenie jak gdyby Lough Rinn było niespokojne, gdyby coś je gryzło, delikatnie rozgniewane… Było wietrznie, czasem zimnawo acz uroczo, tajemniczo. Można było wejść na dwa nie duże mola (betonowe i drewniane) ,które kiedy znaleźliśmy się na ich końcach, pozwalały w jeszcze większym stopniu na poczucie tych fal, tej wody, tego jeziora… Ogólnie jest to fajne miejsce na wypoczynek, znajdują się tam ławki i stoliki, jest łatwe dojście do wody – na rodzinnego grilla jak znalazł. W okresie letnim jest szansa na rozbicie namiotu po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Minęło góra 30 minut i pojechaliśmy dalej. Po kolejnych 2 lub 3 km znaleźliśmy się w Lough Rynn House & Garden.

Widok na Lough Rinn Castle. Obecnie mieści się tam hotel i restauracja.
Widok na Lough Rinn Castle. Obecnie mieści się tam hotel i restauracja.

Naszym oczom ukazał się stary Zamek (a może bardziej Pałac) przekształcony w bardzo ciekawy, nowoczesny Hotel. Budynek ten liczy około 200 lat i jest zbudowany w stylu wiktoriańskim. Za Hotelem rozprzestrzeniał się nastrojowy Park; zadbany, z ponumerowanymi i ponazywanymi drzewami oraz z zakazem wchodzenia na krótko przystrzyżoną trawę. Po chwili doszliśmy do kamiennego muru, przeszliśmy znajdujące się w nim drzwi i naszym oczom ukazał się 3 poziomowy, zamknięty ogród. Zadbany, z pewnością codziennie pieczołowicie pielęgnowany rozbudzał wyobraźnię. W chwili obecnej, gdy rośliny się w nim znajdujące jeszcze nie zakwitnęły, nie ukazuje on całego swojego piękna i uroku. A ma co do pokazania, na razie ukryty, senny czeka na cieplejsze dni. Jak wyżej wspomniałem ogród ma 3 poziomy, na każdym spora ilość rozmaitych kwiatów, krzewów, drzewek, paproci i generalnie tygiel roślinności. Przeplatane to wszystko gdzieniegdzie fontannami, rzeźbami i stylowymi ławkami. Z poziomu na poziom schodzi się schodkami, umiejscowionymi w środku oraz po bokach tego ogrodu. Najniżej jest zejście kolejnymi schodkami, kolejną bramą i wyjście na brzeg Lough Rinn.

Kamienny Ogród - jedna z perełek tego miejsca
Kamienny Ogród – jedna z perełek tego miejsca

Cały ten Tajemniczy Ogród to świetne rozwiązanie, z pewnością pomyślane to jest o hotelowych gościach ale również o zwykłych, takich jak my, ludziach, chcących miło spędzić czas wolny i pooddychać świeżym powietrzem. Zrobił on na nas jak najbardziej pozytywne wrażenia wczoraj, to już sobie wyobrażam jakie będą odczucia, gdy światło dzienne ujrzą kolorowe kwiaty i cała ta roślinność zakwitnie. Będzie bajkowo – bez dwóch zdań. Zwiedziliśmy ogród, obeszliśmy Park i wróciliśmy do samochodu. Po blisko 3 godzinach czas było na drogę powrotną. Tym razem już nie przez Mohill a w drugą stronę, na Drumlish. Z Drumlish 11 km i nasze ukochane Longford.

Wyjazd za miasto nad wyraz udany, poznaliśmy nowe, ciekawe miejsce, nie daleko, do którego można bezproblemowo dotrzeć. Wszyscy jeżdżą w najodleglejsze zakątki Zielonej Wyspy aby coś zwiedzić, zobaczyć a tym czasem wystarczy rzut beretem, parenaście kilometrów od miejsca zamieszkania i jesteśmy w ładnym, ciekawym i przyjemnym miejscu. Polecam.

park
na_czerwonym_mostku
stylowe_lawki

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *