W poprzedniej notce przypomniałem historię Wielkiego Głodu w Irlandii, pociągnę teraz ten temat troszkę dalej i przeniosę Was do Strokestown, miasta w środkowej części Zielonej Wyspy. Znajduje się tam Irlandzkie Narodowe Muzeum Głodu (Irish National Famine Museum). Strokestown leży w hrabstwie Roscommon, 23 kilometry na zachód od Longford.
Mieści się tam Strokestown Park – nad wyraz dobrze zachowana Rezydencja z ponad 300 letnim stażem. Posiada ona rozległe Ogrody oraz wspomniane Muzeum Głodu, zorganizowane w dawnych stajniach. Planowaliśmy odwiedzić Strokestown Park już jakiś czas wcześniej. Udało się dopiero w zeszłą sobotę a to głównie dlatego, że w okresie zimowym jest tam zamknięte. Cieplutki, bezchmurny i słoneczny dzionek skusił nas do tego, aby zapakować się do samochodu i odbyć krótką, niespełna 30 minutową podróż. Wyjechaliśmy z Longford około 13:30 i o 14:00 byliśmy na miejscu. Już w Strokestown, znalazłszy się na terenie rezydencji, zaparkowaliśmy auto i poszliśmy kupić bilety. Wejściówki dla osoby dorosłej, na zwiedzanie głównego domu, ogrodów i muzeum głodu kosztują 12 euro. Mieliśmy na tyle szczęścia, że o godzinie 14:30 zaczynała się druga tego dnia wycieczka (pierwsza o 12:00) do wspomnianej rezydencji (domu). Można tam wejść tylko i wyłącznie z przewodnikiem i takie zwiedzanie trwa mniej więcej godzinę. Całość otwarta jest w godzinach 11:00-17:00 i w międzyczasie odwiedzający mogą się posilić w znajdującej się w objęciach posesji – jadłodajni.
Strokestown Park liczy ponad 300 lat. I od samego początku, czyli od roku 1696, kiedy to rozpoczęto budowę domu, zamieszkiwała tam rodzina Mahon. Pierwszy z rodu Mahonów – Kapitan Nicholas Mahon pojawił się w Strokestown w 1653 roku. Ale dopiero jego syn – John rozpoczął budowę. Kolejny właściciel domu, Thomas Mahon objął pieczę nad rezydencją na początku 18 wieku. W tym czasie panowała ogólna prosperita dla właścicieli ziemskich, toteż Thomas, prężny buisnesmann i polityk, reprezentant Roscommon w Dublińskim Parlamencie, rozpoczął rozbudowę i unowocześnienie posiadłości. Thomas Mahon zmarł w 1782 roku i majątek przejął jego najstarszy syn – Maurice. Maurice Mahon, tytułowany ,,Pierwszym Baronem Hartlandu’’ również dołożył od siebie cegiełkę w postaci ,,upiększania’’ domu. Główną uwagę poświęcił Jadalni, Bibliotece i Salonowi a także przeprowadził ogólny lifting.
W czasie Wielkiego Głodu rezydentem Strokestown Park był Major Denis Mahon. Miał pecha, że w roku rozpoczęcia jego ,,rządów’’, czyli w 1845 wybuchła ta straszna zaraza. W Strokestown rozpoczęła się masowa fala emigracji. Około 5000 najemców wsiadło na statki płynące do Grosse Ile w Kanadzie, a jednym z inicjatorów wyjazdów był Denis Mahon. Za zaistniałą sytuację winiło się właścicieli ziemskich (w tym D.Mahona), jednak w momencie gdy nie mieli oni odpowiedniego wsparcia ze strony rządu musieli dokonać wyboru: ludzie zginą z głodu tu na miejscu lub wyjadą na emigrację. W 1847 roku został on zastrzelony podczas powrotu z Roscommon do Strokestown.
Był to pierwszy przypadek zamordowania właściciela majątku Strokestown Park. Major Mahon miał dwójkę dzieci, chłopca i dziewczynkę. Syn zmarł w bardzo młodym wieku, natomiast córka, Grace Catherine, kolejna dziedziczka majątku ożeniła się z Henrym Sandfordem Pakenhamem. Jednakże po śmierci jej ojca nigdy do posiadłości nie powróciła i zamieszkała na Wyspie Wight. Ich syn Kapitan Henry Pakenham, znany jako Harry, wrócił do Strokestown w 1813 roku. Odrestaurował dom i ogrody chcąc przywrócić posiadłości jej dawny blask. Największe zainteresowanie poświęcił ogrodom, podzielił je kamiennym murem umieszczając tym samym, część warzywno-owocową po południowej stronie muru. Ogród był piękny, dostarczał przez cały rok (na zimę były szklarnie) świeżych owoców i warzyw, jednak konserwacja i utrzymanie stało się bardzo kosztowne i niestety niemożliwe do utrzymania. Ostatnim właścicielem była Olive Pakenham Mahon, córka Henrego ,,Harrego’’ Pakenhama, która odziedziczyła rezydencję w 1922 roku, w momencie śmierci jej ojca. W tym czasie Oliwia przeżyła swoją osobistą tragedię. W lipcu 1914 roku wyszła za mąż za Edwarda Stafforda Kinga Harmonia. Krótko potem, w listopadzie tego samego roku podczas Pierwszej Wojny Światowej, Edward ginie w Bitwie pod Ypres. Oliwia powtórnie za mąż poszła w 1921 roku, tym razem za Stuarta Halesa, Angielskiego oficera. Od lat 50-tych oboje żyli w posiadłości. Oliwia czuła, że nie należy nic zmieniać w pięknym Angielsko-Irlandzkim stylu domu. W 1978 roku sprzedała majątek Jimowi Caller’yemu, właścicielowi firmy samochodowej, która do dziś zarządza tym miejscem.


Nasza grupa w sile 14 osób + dwójka maleńkich dzieci ( w tym Victoria) podążyła za panią przewodnik. Po wejściu głównymi drzwiami zatrzymaliśmy się w Holu i przez parę minut słuchaliśmy przewodniczki, która przedstawiała historię Strokestown Park. Następnie rozpoczęliśmy obchód domu. Pierwszym przystankiem był Salon, w którym w latach 70-tych XX wieku Olivia z mężem mieszkali, jedli i sypiali. Dziś zawiera rodzinne fotografie, a także stare, stylowe meble. Z salonu przeszliśmy do Biblioteki, która mieściła kolejne zdjęcia ale również pokaźną ilość książek, szachy, stare sofy czy globus przedstawiający sklepienie niebieskie. Zwiedzając kolejne pomieszczenia nie można było robić zdjęć, wiązało się to z tym, że olbrzymia większość przedmiotów znajdujących się w domu było oryginalne i mające często kilkaset lat. Jedynym miejscem, które było można fotografować była Kuchnia. Po zobaczeniu parteru udaliśmy się na piętro, gdzie były Sypialnie pani i pana domu (każda z łożem krytym baldachimem), dziecięcy Pokój-Klasa (z zeszytami z lat 30-tych XX wieku, wciąż leżącymi na ławkach czy też z biblioteczką pełną francuskich książek), a także Sypialnia dziecięca, ze starymi wózkami, łóżeczkiem i krzesłem do karmienia. Ostatnim pomieszczeniem na piętrze była Bawialnia z fortepianem, starymi lalkami, modelami samochodów i kolejki oraz lalczynym salonikiem. Po zejściu na dół weszliśmy do Jadalni, w której stało kilkanaście oryginalnych 18 wiecznych krzeseł, kominek i wielki stół w centralnej części. Z Jadalni, długim korytarzem przechodzi się do wielkiej Kuchni, zapomnianej, ukrytej za podwójną ścianą, odkrytej przed laty przez Jimiego Caller’yego. W Kuchni była 19-wieczna galeria, z której pani domu mogła dyskretnie nadzorować służbę. Galeria kuchenna była w swoim czasie największą tego typu w Irlandii, natomiast Kuchnia, ze znakomicie zachowanymi talerzami, starymi piecami i generalnie z całym kuchennym sprzętem jest wyjątkowa i próżno szukać dzisiaj podobnej na Zielonej Wyspie.

Zakończyliśmy wizytę w rezydencji i skierowaliśmy się do pobliskich ogrodów. Na rozległym terenie rośnie mnóstwo, nie rzadko egzotycznych roślin. Są palmy, róże, setki metrów równiutko przystrzyżonego żywopłotu, krzewy, kwiaty. Jest małe pole do gry w krykieta, jest mały staw, altanka oraz pełno dróżek do spacerowania. W południowej części ogrodu jest ogród warzywny oraz owocowy. Stoi tam także wieża Gazebo, wybudowana w 1740 roku. Z wieży tej rodzina Mahonów pijąc herbatę, podziwiała piękny ogród. Przeszliśmy się wzdłuż i wszerz, nacieszyliśmy oczy roślinnością i po paru minutach wędrowaliśmy w stajniach, przemianowanych na Muzeum Głodu. Zostało nam 30 minut do zamknięcia wszystkich atrakcji, ale to w zupełności wystarczyło aby poznać,nie dogłębnie, po prostu poznać historię Wielkiego Głodu. Muzeum eksponuje oryginały dokumentów z Strokestown, a także reprodukcje ówczesnych rysunków i litografii, zdających relację ze strasznego czasu zarazy ziemniaczanej. Cały ten słoneczny dzionek 18 kwietnia należy uznać za bardzo udany. Odwiedziliśmy kolejne ciekawe miejsce, uszczknęliśmy kawałek historii Irlandii i ogólnie miło spędziliśmy czas. Nie wykluczone, że jeszcze się tam kiedyś zjawimy, być może tylko na przechadzkę po ogrodzie, który w momencie zakwitnięcia wszystkich roślin musi się prezentować nad wyraz pięknie. Plusem jest także to, że Strokestown jest stosunkowo niedaleko od Longford. W tym miejscu chciałbym zachęcić wszystkich, chcących i lubiących nie tylko poznawanie nowych miejsc ale również historii Irlandii, na odwiedzenie Strokestown Park. Czy warto? Ja uważam, że tak. Wy musicie się przekonać!


