Zakończyły się wielkie transferowe roszady w piłkarskim świecie. O północy 31 sierpnia nastąpił tak zwany Deadline, czyli koniec dokonywania transferów. Jak to bywa, ostatni dzień rozgrzany jest do czerwoności, to wtedy z reguły dokonuje się największej ilości zmian klubowych, to wtedy można zobaczyć nieoczekiwaną zmianę miejsc. Tak było i tym razem.Patrząc na całokształt, czyli na te dwa wakacyjne miesiące można pokusić się o parę stwierdzeń i ocen tych dokonanych transferów. Z całej masy drobnych i drobniejszych można wyłowić rodzynki, elektryzujące wszystkich kibiców. Zmiany głośne, oczekiwane bądź całkowicie zaskakujące odbywały się we wszystkich najsilniejszych ligach europejskich.
The Citizens i reszta
Zacznijmy może od Anglii i tamtejszej Premiership. Bez wątpienia królem polowania na Wyspach był Manchester City. W klubie z City of Manchester Stadium wydano najwięcej, bo aż 145 milionów euro. Za tyle udało się pozyskać takich graczy jak Yaya Toure z Barcelony (30 mln), Mario Balotelliego z Interu (29,5 mln), Davida Silvę z Valencii (28,75 mln), Aleksandra Kolarova z Lazio (22,7 mln), Jamesa Milnera z Aston Villi (22 mln) oraz Jerome Boatenga z Hamburgera SV (12,5 mln). Nazwiska interesujące, dające wiele Roberto Manciniemu i mogące poprowadzić MC do wielkich sukcesów. Przynajmniej teoretycznie, na papierze ,bo czy na przykład taki David Silva sprawdzi się w siermiężnej i momentami topornej lidze angielskiej? Nie wiadomo. Wydaje się, przynajmniej w moim odczuciu, że jedynie Yaya Toure, chłop na skwał, silny, wielki, w sam raz na Premiership oraz James Milner, który zna tą ligę i już w Aston Villi zdołał wyrobić sobie markę są w stanie realnie wzmocnić City. Reszta? Ciężko jest mi przekonać się do rzekomego talentu Balotelliego, który najpierw musiałby sobie poukładać lepiej w głowie a dopiero potem przekonywać do siebie wszystkich. Boateng i Kolarov grać potrafią lecz na debiut muszą poczekać ze względu na kontuzję.
Rywal Citizens czyli Czerwone Diabły z Old Trafford działały o wiele skromniej. Żaden z trzech sprowadzonych graczy gwiazdą jeszcze nie jest, ani Bebe (8,8 mln z Vitorii Guimaraes), ani Chris Smalling (8 mln z Fulham) ani Javier Hernandez vel Chicharito (10 mln z Deportivo Guadalajara) na kolana nie rzucają i trudna przypuszczać, że będą to wzmocnienia na miarę tak wielkiego klubu.
Chelsea uszczupliła swoje konto o 38 milionów euro, z czego większość poszła na Ramiresa z Benfiki (22 mln) i Youssi Benayouna z Liverpoolu (7 mln). Arsenal skusił się na dwójkę z ligi francuskiej – Marouane Chamakha (za darmo z Boerdaux) i Laurenta Koscielnego (12,5 mln z Lorient) a także na Sebastiena Squillaciego z Sevilli (6,5 mln). Dwóch pierwszych grało nad Sekwaną, dwóch ostatnich nad Sekwaną się urodziło, a że Arsene Wenger jest Francuzem więc nie ma się co tym wzmocnieniom transferowym dziwić. A na poważnie to wydają się one przemyślane, szczególnie ciekawe i w baaaaardzo promocyjnej cenie wydaje się ściągnięcie Chamakha.
Liverpool w kontekście zupełnie nie udanego poprzedniego sezonu również nie próżnował. Świetnym strzałem wydaje się być (choć jak na razie troszeczkę zawodzi…) ściągnięcie z Chelsea za darmo Joe Cola, który na Anfield ma szansę stać się z powrotem jasno świecącą gwiazdą. Oprócz niego przyszedł z Juventusu Duńczyk Christian Poulsen (5,475 mln) oraz ze Standardu Liege Milan Jovanovic (za darmo). Interesującym posunięciem był transfer Portugalskiego pomocnika Raula Meirelesa (13 mln z Porto), który dobrze zaprezentował się na ostatnim Mundialu, imponował niezłym wyszkoleniem technicznym i twardością w grze – do Anglii jak się patrzy. Czy The Reds zdołają poprawić ubiegło sezonowe 7 miejsce? Łatwo nie będzie, rywale wcale nie wydają się gorsi a z Anfield odszedł mózg zadań defensywnych w drugiej linii – Javier Mascherano i wcale nie jest powiedziane (ja sądzę, że raczej niewykonalne), że Poulsen czy ktokolwiek inny będzie w stanie zastąpić Argentyńczyka.
Na uznanie zasługują wzmocnienia Tottenhamu. Parę minut przed końcem okienka transferowego Koguty zakontraktowały Rafaela Van der Vaarta. 10 mln euro wydaje się sumą rodem z przedświątecznej obniżki w dużym supermarkecie. Były już gracz Realu Madryt jest w stanie znacząco podnieść grę ofensywną Tottenhamu, gra szybko, błyskotliwie, pomysłowo i twardo. Potrafi uderzyć i być prawdziwym playmakerem w każdym zespole. Trochę zaskakujące było pozyskanie z Arsenalu Williama Gallasa (za darmo), który swoim ogromnym doświadczeniem powinien wzmocnić linię defensywy. Nie wiem czego spodziewać się po Brazylijczyku Sandro, który na White Hart Lane przywędrował z SC Internacional (10 mln euro)
Monopol Gigantów
Na Półwyspie Iberyjskim bez większych zmian czyli Real i Barcelona znowu się mocno zbroją a reszta musi się temu przyglądać. Oczywiście poza Wielką Dwójką rzecz jasna inni również kupują ale płacąc z reguły o wiele mniej a i nazwiska nie rozpalają.
W poprzednim okienku transferowym, latem 2009 Real Madryt przeszedł jak huragan, kupując na potęgę i płacąc przy tym niewyobrażalne kwoty. Tym razem było skromniej ale równie intensywnie, jeśli idzie o ilość. Przyszło 6 nowych za których wyłożono 81 milionów euro. Najwięcej bo aż 25 poszło na młodą, argentyńską gwiazdę Benfiki Lizbona – Angela Di Marię. 18 mln kosztował Mesut Ozil, były gracz Werderu Brema, który zrobił furorę na Mistrzostwach Świata w barwach reprezentacji Niemiec. Sami Khedira to przyjemność, za którą trzeba było dać Stuttgartowi 14 mln euro, z kolei 10 mln Perez przelał na konta Getafe w zamian za Pedro Leona a 6 milionów poszło na młodą hiszpańską gwiazdę Sergio Canalesa, który bronił barw Racingu Santander. Ostatnie wzmocnienie to dobry znajomy Jose Mourinho, jego rodak Ricardo Carvalho, który zamienił deszczową Anglię (Chelsea) na słoneczną Hiszpanię. Kosztował 8 milionów euro. Wszyscy oni są wstanie sprawić, że Królewscy wrócą na należną im ścieżkę i zaczną liczyć się zarówno w La Liga jak i przede wszystkim w Champions League. Na uwagę zasługuje fakt, że pięć z tych nowych twarzy ma nie więcej niż 23 lata, to oznacza, że patrzy się w przyszłość mając nadzieję, że z tych młodych gwiazdek narodzą się gwiazdy i piłkarze pełną gębą. Mają ku temu predyspozycję i teraz najważniejsze aby się nie spalili psychicznie, bo jak wiadomo wielu się już w Realu przejechało i łamało na Bernabeu kariery…
FC Barcelona nie była o wiele gorsza w wydawaniu. 71,5 mln euro na 3 tylko zawodników może się wydawać swego rodzaju rozrzutnością. Być może, choć ja uważam, że przynajmniej dwa z tych trzech transferów to strzały centralnie w sam środek tarczy. David Villa kosztował milionów 40 ale jest praktycznie gwarantem co najmniej 20 bramek w lidze. W Barcy z aklimatyzacją problemów nie będzie miał żadnych, w reprezentacji Hiszpanii, podczas ostatnich MŚ nie rzadko wybiegał z 6 kolegami z jego nowego klubu, więc wie jak grają a jeśli jeszcze do końca tego nie wie, to po paru meczach wiedzieć już na pewno będzie. 22 miliony trzeba było dać Liverpoolowi za Javiera Mascherano. To nie dużo jak na tak klasowego gracza. Niby jest to defensywny pomocnik znany głównie z rozbijania ataków ale ma możliwości i tendencje gry kombinacyjnej, gry widowiskowej i cały czas do przodu. Idealnie dla takiego klubu jak Barcelona. Trzeci nowy to Adriano, były piłkarz Sevilli (9,5 mln).





