WROBELS

Piękny sen Wenezueli przerwany

Skończył się wspaniały sen Wenezueli, która zrobiła największą niespodziankę podczas tegorocznego Copa America. Skazywana na pożarcie, na dostarczyciela punktów i bramek, potrafiła wznieść się na wyżyny i zameldować aż w półfinale turnieju. I nawet tam się nie poddała, będąc o krok od zwycięstwa. To przypadło Paragwajowi, który dołączył do Urugwaju. Obie te ekipy staną do ostatniej potyczki już w niedzielę i wyłonią z siebie Mistrza Ameryki Południowej.

Jeśli wygrają Urusi, to staną się najbardziej utytułowaną drużyną w historii, mając na koncie 15 triumfów (druga Argentyna ma 14). Z kolei gdyby zwyciężył Paragwaj, to dopisałby sobie do kolekcji 3 puchar (jedyne pochodzą z 1953 i 1979 roku). Powiem szczerze, że z lekką ulgą przyjąłem wiadomość, że to właśnie ci dwaj rywale zagrają w Buenos Aires, biorąc pod uwagę oczywiście wcześniejsze, ćwierćfinałowe rozstrzygnięcia. Z grupy półfinalistów: Urugwaju, Paragwaju, Peru i Wenezueli, to na logikę i piłkarską przeszłość tych zespołów, właśnie Urugwajowi i Paragwajowi należał się finał. Dla Peru i Wenezueli sam występ o brąz jest już zaszczytem i zapewne przed turniejem brały by taki scenariusz w ciemno.

Te dwie półfinałowe gry dostarczyły wszystkim kolejną dawkę emocji. Co prawda w Mendozie Urugwaj w miarę łatwo poradził sobie z Peru ale już następnego dnia La Plata była świadkiem następnego dreszczowca, gdzie Paragwajczycy dopiero po serii rzutów karnych zdołali wygrać. A mogło być zupełnie inaczej gdyby José Salomón Rondón czy Juan Arango mieli więcej szczęścia pod bramką rywali. Dość powiedzieć, że piłka po strzałach Wenezuelczyków trzy razy lądowała na słupku bądź poprzeczce. Pod koniec dogrywki to właśnie podopieczni Césara Faríasa dyktowali warunki, między innymi dlatego, że przeciwnik grał już w 10. A Paragwaj? Jakimś fenomenem i sytuacją nieprawdopodobną jest fakt, że ekipa, która nie zdołała w ogóle wygrać (wszystkie 5 mecz to remisy!) znalazła się w finale. No ale jak nie idzie strzelić gola to trzeba koniecznie doprowadzić do karnych. W tym Paragwaj jest bardzo dobry, o czym przekonała się już Brazylia ulegając 0:2 właśnie w serii rzutów karnych (tutaj kolejny ewenement na skalę światową – 4 pod rząd jedenastki przestrzelone przez Brazylijczyków!). Tym razem Ortigoza, Barrios, Riveros, Martinez i Veron okazali się bezbłędni, niezwykle pewnie wykonując swoje podejścia. U rywala zimnej krwi zabrakło Lucenie, co spowodowało, że dzielna Wenezuela po części przerwała swój sen.

Paragwaj w finale! / fot. totalsportsmadnes.com

Nie wiem czy odpadnięcie Argentyny i Brazylii już na etapie ćwierćfinału zabiło w pewien sposób ten turniej? Na pewno ucierpiały z tego powodu trybuny, które nie zapełniają już się tak tłumnie. W spotkaniu Paragwaju z Wenezuelą na stadionie 45 tysięcznym było zaledwie 5 tysięcy fanów. Podczas Mistrzostw Europy sytuacja nie do pomyślenia gdzie samych chętnych na obejrzenie meczu o takiej randze, byłoby pewnie setki tysięcy. Z kolei dla piękna piłki nożnej takie rozstrzygnięcia były jak znalazł. Patrząc na wyczyny Wenezueli, szczególnie teoretycznie słabsze drużyny mogą teraz uwierzyć, że da się walczyć jak równy z równym, z potentatami. Sytuacja ta udowodniła, że nie ma już słabych krajów, chłopców do bicia, poddających się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *