WROBELS

Poczwórne ukłucie Messiego

Łyknęła Barcelona niewiarygodną dawkę optymizmu (przed zbliżającym się Gran Derby) podczas rewanżowej batalii z londyńskim Arsenalem. Uporała się z rywalem stosunkowo łatwo, chociaż do magicznego rozgrywania futbolówki było jej tym razem dalej niż zwykle.

Dobry początek Arsenalu

Szczególnie w drugich 45 minutach, kiedy to raczyła nas niedokładnością i oddawaniem momentami pola przeciwnikowi. Chociaż tak po prawdzie, to Arsenal z tego skorzystać nie potrafił, stwarzając sobie okazji jak na lekarstwo. A  te, które były kończyły się strzałami w trybuny (Rosicky, Clichy), czy też dobrze zapowiadającą się akcję kasowała pozycja spalona (Walcott) albo będąc już w polu karnym Valdesa piłka uciekała spod nóg napastników… Barca rozstrzygnęła sprawę szybko. Nie rzucił jej na kolana pierwszy nokaut Bendtnera, szybko się otrząsnęła i wyprowadziła trzy mocne ciosy, po których Arsenal wylądował na deskach. Co prawda próbował dalej walczyć, jednak te próby były takie jakieś mało przekonywujące, nieporadne. Przy stanie 3:1, gdyby udało się Kanonierom strzelić gola kontaktowego, to wtedy mecz jak gdyby zaczynałby się od początku i nie wiadomo czy wtedy zdenerwowani gospodarze nie popełniliby błędów z Emirates, wypuszczając wygraną z rąk? Ale jak już wspomniałem, nie był za bardzo w stanie.

Messi kompletuje hattricka

A druga sprawa: goście z Wysp nie mają w swoich szeregach piłkarza pokroju Messiego… Nowe wcielenie Diego Maradony raz kolejny udowodniło kto jest najlepszym obecnie piłkarzem globu. Ostatnim razem pisząc o meczu Barcy w Saragossie zrozumiałem dlaczego Argentyńczyk ma przewagę nad resztą stawki jeśli idzie o kunszt piłkarski szeroko pojęty. Po meczu z Arsenalem tylko się w tym utwierdziłem. Lekkość, polot, szybkość i zmysł spowodowały, że Almunia musiał 4 razy wyciągać piłkę z siatki. Leo Messi ukłuł czterokrotnie, stając się bohaterem wieczoru a zarazem najlepszym strzelcem tegorocznej Ligi Mistrzów (8 trafień). Jak wspomniałem wyżej Barca nie grała olśniewająco, całkiem prawdopodobne że zaprezentowała się gorzej niż tydzień temu w Londynie. Różnica polegała jednak na tym, ze była o wiele bardziej skuteczna. Nawet straty podstawowych ogniw (Pique, Puyol, Ibrahimović) nie mogły nic popsuć, zmiennicy spisali się na tyle dobrze, że zbytnio tych absencji widać nie było. Blaugrana rozhulała się na dobre, połyka rywali bez problemu i teraz w półfinale będzie musiała po raz kolejny stawić czoła Interowi Mourinho.

Na początku pisałem o optymizmie w kontekście nadchodzących Gran Derby. Pojawił się on na pewno ale przede wszystkim jest spokój, że oprócz La Ligi została w dalszym ciągu Liga Mistrzów. W związku z tym przystąpi Barca do wielkiego, sobotniego starcia na luzie, a przynajmniej na większym luzie jakby to miało miejsce w przypadku odpadnięcia z LM. Podbudowana awansem, mająca w głowie ostatnie starcie na Santiago Bernabeu (6:2) i generalnie uskrzydlona ostatnimi 18 miesiącami przyjedzie do Madrytu bez obaw.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *