Jest to wpis z 18 lipca 2008 roku.
I stała się rzecz wiekopomna, niesamowita tak bardzo przez nas oczekiwana! Od piątku, 18 lipca 2008 roku jesteśmy szczęśliwymi rodzicami. Maleńka przyszła na świat o godzinie 21:02 a po około 30 minutach już wylądowała w tatusiowych ramionach. Dwa dni mała wraz z mamą przeleżały w szpitalnych murach i jutro rodzinka będzie już w komplecie w domku. Jak pisałem w jednym z poprzednich wpisów nie dość należycie spisywałem się podczas tej całej ciąży, były momenty lepsze i gorsze ale ogólnie zaniedbywałem. Teraz raczej jestem pewien tego, że olewactwo się nie powtórzy bo przyznam, że włączył mi się swego rodzaju instynkt ojcowski. Polega on na tym, że przechodzi przeze mnie niewyobrażalne wręcz szczęście pomieszane z przeogromną troską, radością i wzruszeniem… To dopiero kilkadziesiąt godzin ale boje się o kruszynkę, że ją coś może boleć podczas zmieniania pieluch bądź wszelkiego rodzaju obracania czy mycia. Prawdopodobnie jest to przewrażliwienie jednak takie coś się u mnie pojawiło. A gdy usłyszę jakieś jęknięcie a doprawdy Victoria potrafi to robić niezwykle żałośnie, to wtedy oczy robią mi się szkliste… Płacze rzadko, bardzo dużo śpi i uwielbia jeść mamine mleczko. Wydaje się, że czasem chce mamę wykorzystać i ssać cyca pomimo, że już sporo zjadła, tak aby mogła zasnąć z sutkiem w usteczkach. Gdy nie ma się własnego dziecka to nie rozumie się innych rodziców dla których pociechy są oczkiem w głowie, w ogóle są dla nich najpiękniejsze i najlepsze, ja przynajmniej brałem stwierdzenia z rezerwą. Ale teraz nie wyobrażam sobie aby mała nie była dla mnie najważniejsza, najpiękniejsza i najcudowniejsza. Po prostu trzeba tego doznać bo tylko wtedy można zrozumieć rzeczy, które do tej pory były poza zasięgiem. Ogromny podziw należy się mojej cudownej żonie, która była przez te kilkanaście godzin najodważniejszym i najdzielniejszym człowiekiem na świecie. Naprawdę szacunek z mojej strony, byłaś wielka! Kończąc ten wpis chciałem złożyć dedykację, od mamy i taty dla córeczki…