WROBELS

Zrozumieć klęskę

W momencie kiedy zegar na Camp Nou połykał kolejne minuty, ja czułem kolejne uderzenia gdzieś pomiędzy oczy… Czułem jakby ktoś kopał mnie z buta prosto w twarz. W najczarniejszych snach nie wyobraziłem sobie, że tak sromotnie i bezdyskusyjnie można przegrać. Było to coś podobnego do słynnego 2:6 na Santiago Bernabeu, było to nie do przełknięcia, taki kiepski żart w wykonaniu Realu Madryt. Żart? Była to istna tragikomedia.Nie wiem czym się kierowałem przed meczem, sądząc że może Real z Barcą coś ugrać? Chyba można to wytłumaczyć wrodzonym optymizmem kibica klubu z Madrytu, optymizmem który każe wierzyć w kolejne zwycięstwo ulubionej drużyny. Być może rzeczywistość została zakrzywiona przez fenomenalny start i aż 10 zwycięstw w 12 meczach? Prawdopodobnie uwierzyłem wtedy w siłę i niezniszczalność Realu Madryt na krajowym podwórku i dopiero poniedziałkowa potyczka w Barcelonie brutalnie zniwelowała moje poglądy…

Nie tak to miało wyglądać - Iker Casillas / fot. wp.pl

Trudno mi zrozumieć dlaczego tak się stało? Oprócz zwykłego: ,,wypadku przy pracy” dochodzą do mnie nieśmiało inne, bardziej dla kibica Realu niekorzystne motywy w stylu: ,,gorszy od rywala materiał piłkarski…” Po krótkim namyśle stwierdzam jednak, że ciężko przeciwstawić się drużynie, która gra ze sobą już kolejny sezon i która ma wypracowane i wyuczone schematy niemal do perfekcji a w dodatku liderzy są do granic możliwości utalentowani. Real rok w rok praktycznie inny, z innym pomysłem na futbol, z innym trenerem i z brakiem stabilizacji. Skoro tak się dzieje, to przełknięcie piątej kolejnej porażki z odwiecznym rywalem jest łatwiejsze. Wierzę w Mourinho i w jego trenerski warsztat, wierzę, że z upływającym czasem poukłada wszystkie klocki z należytym porządkiem, że oprócz zwycięstw dojdą również trofea. Wierzę również, że dominacja Barcelony skończy się a wtedy Real przejmie utraconą parę lat wcześniej pałeczkę.

Skrzywienie na grę czy ból? / fot. interia.pl

Odnośnie tej druzgocącej klęski w mojej głowie kołatają się dziesiątki myśli. Pierwsza z brzegu mówi, że chyba nie będzie dane pokonać drużyny, w której występuje Messi, Xavi i Iniesta… A przynajmniej nie w momencie, w którym ta mała-wielka trójka będzie w szczytowej formie, a najpewniej w takiej właśnie się znajduje. Dopóki oni będą ciągnąc ten wózek, to Barcy krzywda stać się nie powinna. Wydaje się, że jeśli można by było z podopiecznymi Guardioli coś ugrać, to tylko i wyłącznie za pomocą  ultra-defensywnej taktyki, takiej jaką prezentował Inter Mediolan a wcześniej Chelsea Londyn – w obu pod wodzą Jose Mourinho. W innym przypadku rywale przyjeżdżający na Camp Nou czy też w przeważającej większości grający na swoim stadionie, w starciu z Barceloną mają małe szanse. A jeśli ktoś pokusiłby się i poszedł na wymianę ciosów to skończyłoby się to zapewne sromotną klęską. W przypadku Realu murowanie własnej bramki nie wchodzi w rachubę. Nawet jeśli Mourinho wpadłby na taki pomysł grania to kibice Królewskich nie zgodziliby się na to. A skoro tak, to Mou nie skorzystał z tej opcji (zresztą nie wiadomo czy by mu się to udało bo jednak materiał piłkarki jest chyba o wiele bardziej ubogi jeśli idzie o grę defensywną w porównaniu z Interem czy Chelsea) i starał się grac odważnie. A, że tego dnia jego podopieczni nie byli zbyt dobrze dysponowani to skończyło się jak się skończyło… Z drugiej strony jednak pojawia się pytanie, czy dałoby się osiągnąć korzystny wynik z tak fantastycznie grającą Barceloną? Rozkładając zespoły na czynniki pierwsze, na indywidualne umiejętności zawodników to byłyby one porównywalne ale już patrząc na 11-stki jako jedność, to jak wyżej wspomniałem szanse diametralnie wzrastają i kierują się w stronę Katalończyków.

Radość w pełni zasłużona... / fot. wp.pl

Na poprawę samopoczucia i delikatną pociechę mówię sobie, że czas pracuje na korzyść Realu. Że Jose Mourinho jest w Madrycie dopiero pół roku i każdym miesiącem będzie lepiej. Być może nasz młody zespół stanie się jeszcze lepszy, bardziej zgrany, że wielkie pokłady talentu eksplodują w takich graczach jak Di Maria, Özil, Khedira czy Canales i cały ten organizm będzie działał podobnie do tego jaki jest w stolicy Katalonii. A na razie należy zacisnąć zęby, przyjąć na klatę te haniebne i niegodne Realu 0:5 i iść dalej na przód. Nic nie trwa wiecznie, dominacja Barcelony też nie, przyjdzie czas, że wszystko wróci do normalności i to Królewscy będą spoglądać na Barce z góry. Przeważnie tak było w przeszłości i chwilowa niedyspozycja w Gran Derbi nie przesłoni prawdy… 😉

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *