Wyjeżdżając z Parku Narodowego Connemara jedzie się około 2 kilometry drogą N59 na wschód i dojeżdża się do Kyllemore Abbey, opactwa położonego nad Pollacappul Lough. Nie wchodziliśmy do środka, podziwialiśmy stylową budowlę z odległości może 200 metrów, robiąc przy tym zdjęcia. Majestatyczny gmach jest spory, nawet bardzo, jednak na tle zalesionej góry wydaje się być lilipucią makietą.
Widok ten robił wrażenie i ukazywał swą wielkość, budząc przy tym niemały podziw. Po następnych kilku kilometrach zostawiamy za sobą KA, Kyllemore Lough i napawamy się genialnym widokiem masywu Twelve Bens. Góry utulone słońcem a w innych momentach pokryte cieniem intrygują, wprawiają w zachwyt i nie pozwalają przejechać obojętnie. Dzień wcześniej, mimo że aura była chwiejna z tendencją na deszcz i wiatr, biegaliśmy po łąkach, mokradłach oraz pastwiskach, radując się przy tym w mniejszym bądź większym stopniu, robiąc fotki i podziwiając. Następnego dzionka pogoda się wyklarowała a i krajobraz stał się bardziej przyjazny, bardziej uroczy.
Zatrzymywaliśmy się sporo razy, Connemara urzekała nas na każdym kroku, kusząc i przyciągając do siebie. W 2007 roku bardziej zajęliśmy się Connemarą pomiędzy Galway a Clifden, tym razem nasze siły i zmysły skupiły się na północnej części półwyspu. Łaknęliśmy wspaniałych krajobrazów i bez problemu je odnajdywaliśmy. Droga była kręta, raz po raz wznosząc się i opadając, z gór spływały strumyki z krystalicznie czystą wodą a wokół pasły się owce. Trawa była soczysta i wściekle zielona a cały teren podmoknięty, o czym niejednokrotnie się przekonaliśmy, wpadając aż po kostki w błoto. Trudno nam się było z tych urokliwych miejsc wydostać, co rusz coś nas zaciekawiało, tak jakby Connemara nie chciała nas wypuścić, niczym wabik kusząc, nieustannie zachwycając.



Nieśpiesznie kierowaliśmy się na wschód, po naszej lewej stronie minęliśmy jezioro Lough Fee, po prawej, w oddali podziwialiśmy szczyty górskie masywu Maumturk. Sunęliśmy równolegle z Zatoką Hillary (Hillary Harbour) aż dojechaliśmy do Leenane. W Leenane z N59 zjeżdża się na R336 i dalej w kierunku południowo-wschodnim przejechawszy 13 kilometrów docieramy do maleńkiego Maum gdzie rozpoczyna się trasa o numerze R345. Z tego miejsca do Cong, gdzie zaplanowaliśmy dotrzeć i które to miało być ostatnim przystankiem naszej dwudniowej eskapady dzieliło nas tylko 22 kilometry.
Zanim jednak znaleźliśmy się w Cong, na dłuższą chwilkę zatrzymaliśmy się nieopodal B&B (The Island View). Rozciągał się stamtąd fantastyczny widok na Lough Corrib, które w międzyczasie pojawiło się na horyzoncie. Lough Corrib jest największym jeziorem w Irlandii, jego powierzchnia to 200 km kwadratowych a głębokość dochodzi do 46 metrów. Ciekawostką jest, że na jeziorze znajduje się aż 365 wysepek, z których można podziwiać widok na szczyty Maumturk i góry w Connemarze. Jest to idealne miejsce do wędkowania, amatorów ryb można licznie napotkać na tafli jeziora. Dziesiątki łódek, mniejszych lub większych, nieśpiesznie pokonują wody Lough Corrib.

Jezioro to jedno, nas jednak zaintrygowała i ujęła inna rzecz. Jak wcześniej wspomniałem, podczas tego wyjazdu nastawiliśmy się również na fotografię ciekawych miejsc. I takie ciekawe miejsce się pojawiło, więc i my nie omieszkaliśmy z okazji skorzystać. Wspaniałe, zielone pastwiska, teren pagórkowaty a na pierwszym planie drzewko, przypominające drzewka oliwne rodem z Grecji. Wszystkie te poletka oddzielone plątaniną kamiennych murków i oczywiście będące bastionem pasących się tam owiec. Po około 30 minutach ruszyliśmy dalej. Opuściliśmy hrabstwo Galway i wjechaliśmy na teren hrabstwa Mayo, w którym to leży Cong…




