Wszyscy chyba lubimy wylegiwać się na pięknej, piaszczystej plaży z łatwym dostępem do morza/oceanu. W niektórych krajach ta przyjemność jest łatwo i ogólnie dostępna, w innych – niestety – nie ma takiej możliwości. Jednym z takich krajów jest Irlandia. Pech chciał, że my w tej Irlandii akurat żyjemy i nie możemy sobie pozwolić na spokojny, leniwy wyjazd i korzystać z uroków plażowania…
W teorii nie można, aczkolwiek w praktyce bywa z tym różnie. Jak wiadomo pogoda na Zielonej Wyspie jest kapryśna, wietrzna, deszczowa i raczej zapomnieć trzeba o temperaturach powyżej 30 stopni. Ale bywa bezchmurnie, bywa ciepło i wtedy się wyjeżdża. Mamy tu parę miejsc, które plażowiczom się podobają, są mniej lub bardziej popularne i na pewno warto je odwiedzić. My odwiedzamy i cały czas poznajemy nowe. Na niektórych się meldujemy, robiąc tylko krótki spacer, na innych wylegujemy się dłużej. Najbliżej nam do plaż w Sligo, to też tam jeździliśmy najczęściej. Zarówno Strandhill jak i Roses Point mają swój urok, każda na swój sposób jest interesująca, każda coś oferuje. Jadać ze Sligo wyżej, w kierunku Donegalu szosą N15 trzeba skręcić w lewo w miejscowości Cliffoney i dojechać aż do samego końca. Jest tam Mullaghmore – malutka, popularna, turystyczna mieścinka znajdująca się na samym cypelku niewielkiego półwyspu. Rozciąga się stamtąd świetny widok na Ben Bulbena, są piękne i strome urwiska, jest mikroskopijny porcik i jest plaża. Duża, piaszczysta, często odwiedzana. Przez nas także – nie tak wielokrotnie jak te w Sligo – ale odwiedzana.
Byliśmy jeszcze wyżej, w Bundoranie ale tam niestety widzieliśmy plażę tylko z okna samochodu. Parking przy niej był tak malutki i kompletnie zapchany, że nie było możliwości zostawić tam samochodu. Plaża spora, wydmy przy niej jeszcze większe i dookoła cała chmara surferów. Z jednej strony dobrze się stało, że się na niej nie znaleźliśmy bo dziwnym trafem stała tam sobie tabliczka informująca nas, że na rzekomej plaży kąpać się nie wolno. Trudno, wróciliśmy do Mullaghmore. Tam wiatr niczym przy huraganie, więc pojechaliśmy jeszcze niżej. W Roses Point udało się zostać i nawet okąpać (nie było to jakoś super przyjemne ale daliśmy radę).
O niepowtarzalnych plażach na Wyspie Achill już tutaj kiedyś pisałem. Są one jedyne w swoim rodzaju i ten, kto jeszcze nie miał okazji ich odwiedzić, powinien czym prędzej to uczynić! Gwarantuję i zapewniam, że urok tamtych miejsc porwie. Porwie każdego. Widziałem plaże na Półwyspie Dingle – cudowne, atakowane przez wielkie fale, które z kolei były ujeżdżane przez niestrudzonych surferów. Spałem na plaży w Zatoce Tralee – niby normalna ale jednak troszkę inna. Różniła się od innych normalnych tym, że płynęła na niej rzeczka. Dziwny widok ale fajny widok. Na plaży w Zatoce Clogher spotkałem się z największymi falami jakie miałem kiedykolwiek okazję zobaczyć. Jakież one były ogromne! Z tej okazji zrobili zakaz kąpieli. Plaża bardzo schludna, mała, z dobrym do niej dojazdem. Szczęście, którego wtedy doznałem polegało na tym, że tą czarującą plażę miałem na wyciągnięcie wzroku, patrzyłem na nią tuż przed zachodem słońca, zerkałem kiedy słońce się obudziło, przez tę krótką chwilę byłem z nią i było mi bardzo przyjemnie.

Biały piasek widziałem raz. Kolorem tej barwy może się poszczycić piasek na plaży w Zatoce Psów. Dogs Bay zlokalizowana jest w zachodniej części Connemary, tuż za Roundstone – niedużym miasteczkiem na drodze R341. Prześliczną Connemarę wizytowałem parokrotnie i zawsze się zastanawiałem czy ma ona jakieś ładne plaże. Dookoła praktycznie woda, więc jakieś być musiały – myślałem, ale jakoś nigdy nie udało mi się na nie trafić. Zmieniło się to pewnego lipcowego dnia w poprzednim roku, kiedy wraz z dziewczynami udaliśmy się właśnie do Zatoki Psów. Usłyszałem wcześniej, o jej istnieniu, a że mieliśmy ochotę pojechać nad ocean, więc zdecydowaliśmy, że pojedziemy właśnie tam. Czekała nas prawie 3 godzinna trasa przez Athlone, potem autostradą do Galway i dalej na zachód sercem Connemary. Z Galway jedzie się niecałą godzinkę i w okolicach Ballinafad zjeżdża z N59 na R341. Do Dogs Bay było coraz bliżej choć powiem szczerze, że troszeczkę się nabłądziliśmy aby do niej dotrzeć. Korzystając z atlasu przejechaliśmy wspomniane wyżej Roundstone i pomknęliśmy dalej przed siebie. Dotarliśmy do Ballycoonelly, gdzie znów zboczyliśmy z drogi, kierując się w lewo na mniejszą, lokalną. Atlas pokazywał na jej końcu wielką, żółtą plamę nad samiutkim oceanem. W moim odczuciu ta właśnie plama miała być plażą przez nas tego dnia poszukiwaną. Plaża była i owszem ale miniaturowa, kamienista, brudna, beznadziejna… Mała konsternacja, lekkie przyduszenie nadziei i szybka decyzja: wracamy tą samą drogą w kierunku Roundstone i wypatrujemy jakiejś innej plaży. Tak też zrobiliśmy, po drodze zapytaliśmy się miejscowego chłopa, on nam swoim charakterystycznym connemarskim akcentem wytłumaczył jak jechać i po kilku minutach parkowaliśmy już samochód na malutkim parkingu nieopodal Zatoki Psów.


Niestety czasu zbyt wiele już nie mieliśmy (zegarek wskazywał coś w okolicach 14:30), więc czym prędzej zabraliśmy cały nasz plażowy ekwipunek i pomaszerowaliśmy na plażę. Było troszeczkę wietrznie, nie było ciągłego słońca, ale też nie było zimno. Optymalnie, jak na warunki irlandzkie nawet bardzo optymalnie. Ludzi tego dnia zbyt wielu nie zobaczyliśmy, oczywiście ktoś tam na ręczniku czy kocu sobie leżał ale do tłumów było daleko. Rozłożyliśmy się bardzo bliziutko skał, które zlokalizowane są po lewej stronie patrząc od oceanu, ja od razu włożyłem na siebie strój surfera i pobiegłem do wody. Pianka, którą zakupiłem parę dni wcześniej okazała się bardzo przydatna. Jak wiadomo wody wokół Irlandii do najcieplejszych nie należą, więc mała pomoc w postaci takiego stroju jest wskazana. Pianka pomogła ale tutaj zaskoczenie: woda w Zatoce Psów okazała się dziwnie ciepła i bardzo przyjemna. Podobno stykają się tam dwa ciepłe prądy i to jest przyczyną tej niespodziewanego zjawiska. Oprócz tego woda była krystalicznie czysta, widziałem wszystko pod jej taflą w momencie gdy stałem na płyciźnie, widziałem wszystko jak na dłoni podchodząc głębiej. Pod tym względem z wodami w Zatoce Psów nie mogą się równać żadne inne tego typu miejsca na Wyspie.
Korzystałem z tego, nie wychodząc z wody przez dobre 15 minut. Dziewczyny bawiły się na plaży, ja pływałem. Następnie z Kulinką na rękach spacerowaliśmy sobie w wodzie co chwila podskakując przed napływającymi falami. Trochę pobiegaliśmy po piasku, troszkę posiedzieliśmy na kocyku, coś przekąsiliśmy – czas mijał błogo i w spokoju. Żałowaliśmy, że nie udało nam się tam dotrzeć wcześniej, bo w momencie nastania godziny 17 trzeba się było ewakuować. Dlaczego? Przypływ. W mgnieniu oka woda zaczęła się zbliżać, nasza miejscówka szybko została zalana, a że niebo również zewsząd naszły chmury to i my postanowiliśmy się wycofać.



Ogólnie Dogs Bay miejscem na rodzinny wypoczynek jest jak znalazł. Można się tam zatrzymać na kilka dni, bo tuż obok jest pole kampingowe. Można stamtąd robić wypady czy to w góry Twelve Bens bądź Maumturks, czy do Kyllemore Abbey, czy do stolicy Connemary – Clifden, czy do Parku Narodowego Connemara. Można siedzieć na miejscu i korzystać na przemian z dwóch plaż: Dogs Bay Beach i Gorteen Beach. Rzut beretem jest 300 metrowa góra Errisbeg Mountain, z której szczytu rozpościera się piękny widok na dwie zatoki poniżej lub odwracając się w drugą stronę, podziwiać majestat Dwunastu Benów.

Wiemy bardzo dobrze, że plaża ta będzie nas gościć nie raz. Będziemy tam wracać, z pewnością już w tym roku, niech tylko nastaną cieplejsze momenty. Mogę z całym sercem polecić to miejsce, bo jest warte zachodu w przypadku kilku godzinnych podróży z głębi kraju.
Ćwirku widzę pusto u Ciebie. Skąd pomysł na plaże tą porą? Jeśli będę chciała kiedyś się udać na plażę w IE to będę wiedziała gdzie. Świetne zdjęcia! Pozdrawiam.
Cześć Bezimienna!
Pusto, pusto to prawda ale mam nadzieję, ze w końcu się ruszy. Pomysłów multum tylko coś samozaparcie i chęci nie te. A pomysł z plażą w zimę rzeczywiście może wydawać się dziwny, aczkolwiek można sobie ładować akumulatory na zbliżające się lato i zaplanować jakieś wyjazdy.
pozdrawiam serdecznie! 😉