WROBELS

Valentia Island

Będąc na 45 kilometrze Ring of Kerry (od strony Killorglin) warto zjechać w bok. Pętla ciągnąca się wokół Półwyspu Iveragh daje widoki przednie i nawet jadąc tylko nią, można się zachwycać bezustannie, podziwiając góry, zatoki, doliny i jeziora. Zalecane jest jednak odwiedzanie obszarów formalnie (o ile można użyć takiego stwierdzenia) nie należących do Pętli Kerry, bo Iveragh Peninsula to nie tylko droga N70, to również inne mniejsze dróżki, które mogą doprowadzić do bardzo interesujących miejsc. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze.

Całkiem niedaleko dwóch kamiennych fortów oraz ruin starego zamczyska, których nasze oczy były świadkami, jest wyspa. Atlas, czyli nasz wierny druh w podróży i zastępca, a raczej zakurzony brat, nowoczesnego GPS-u oraz kolorowa mapka, nabyta podczas jednego z postojów, powiedziały nam, że ów wyspa ma na imię Valentia. Zerknęliśmy na mapkowe ilustracje, przedstawiające rozmaite atrakcje turystyczne i naszą uwagę przykuła mała grafika z podobizną klifów. Mieliśmy już doświadczenia ze skalnymi urwiskami, których ogrom usadawiał odpowiednio na miejscach pierwszym i drugim w całej Irlandii, i które wywarły na nas niezapomniane, niezwykle emocjonalne wrażenia, także okazji na poznanie kolejnych, nie mogliśmy przegapić.

Za Oghermong trzeba z N70 skręcić w prawo i mniejszą drogą R565 po około 13 kilometrach dojechać do Portmagee. Tam jest ponad 40 letni most (Maurice O’Neill Memorial Bridge), którym należy przejechać, by móc dostać się na Wyspę Valentia. My skorzystaliśmy właśnie z takiej opcji, lecz jest jeszcze inna możliwość. Można przypłynąć promem z Cahersiveen (dłużej) bądź z Reenard Point (krócej) i zacząć wizytę w najważniejszym miasteczku wyspy – Knighstown.

Dla takich momentów warto podróżować...
Dla takich momentów warto podróżować…

Valentia Island ma 11 kilometrów długości i 3 kilometry szerokości. Oferuje turystom dość pokaźną ilość atrakcji, bo oprócz wspomnianych Klifów Fogher (celu naszej podróży) i największej na wyspie Góry Geokaun, z której szczytu rozpościerają się widoki między innymi na Wyspy Skellig, Półwysep Dingle, Wyspy Blasket, na Cahersiveen, Portmagee, a także na trzy najwyższe irlandzkie szczyty: Carrauntoohil, Beenkeragh i Caher, można również zahaczyć o:

  • Dom Glanleam i piękne, subtropikalne ogrody
  • Stację Telegraficzną, czyli końcowy punkt transatlantyckiego kabla telegraficznego łączącego wyspę ze wschodnim wybrzeżem Nowej Funlandii (w USA). Dziś stacji już nie ma ale jest pamiątkowy monument
  • Kamieniołomy Łupków, które swego czasu wykorzystano do budowy Brytyjskiego Parlamentu oraz Opery Paryskiej. W kamieniołomach natrafiono również na skamieniałe ślady Tetrapodów, żyjących około 385 milionów lat temu
  • Centrum Dziedzictwa Narodowego, które opowiada o geologii, ludziach oraz o naturalnej i przemysłowej historii wyspy
Złote Klify Fogher :)
Złote Klify Fogher 🙂

Po przejechaniu mostu zegarek pokazywał 17:30. Szykował się kolejny zachód słońca, z czego bardzo się ucieszyliśmy, mając na uwadze nasze fotograficzne zacięcie (tak sobie tłumaczę w moim przypadku, że mam :-)). Niewielkimi, wyspiarskimi uliczkami przy pomocy mapy i drogowych znaków dojechaliśmy na północną część wyspy. Jak się okazało wjazd w pobliże Góry Geokaun i Klifów Fogher jest płatny, tyle że nikogo już tam nie było, więc mała konsternacja co robić? Żadnego biletera/strażnika, jedynie jakiś samochód wracający z klifów. Nagle zauważyliśmy jakąś maszynę, coś na kształt parkomatu, do której wrzuciliśmy (ach, co za uczciwość!) parę euro i pojechaliśmy, kamienistą dróżką dalej.

Podziwiać klify można z małej platformy widokowej ulokowanej kilkanaście metrów od parkingu. Zaparkowaliśmy samochód i po chwili staliśmy na jej końcu opierając się o barierki i spoglądając w dół. Patrzyliśmy na ocean, na ziemie Półwyspu Dingle i na 180 metrowe skały wyrastające z wody. A wszystko otulone łagodnymi, ciepłymi promieniami słońca, chowającego się gdzieś tam daleko, na zachodzie. Te klify były takie trochę spokojne, nie porażały ogromem jak choćby 600 metrowa ściana w hrabstwie Donegal, nie rozciągały się na długości 8 kilometrów jak słynne Klify Moheru, były skromniejsze ale oczywiście na swój sposób interesujące. Wspomniany zachód słońca okazał się fantastycznym zjawiskiem, ze zdjęć byliśmy bardzo zadowoleni i generalnie cieszyliśmy się, że intensywny w zwiedzanie dzień, skończył się miłymi dla oka chwilami.

Portmagee

Minęło 40 minut i pomału zaczęliśmy się z pod Fogher Cliffs zbierać. Pojawiła się szarówka, lada chwila przyszły by ciemności a nie wymyśliliśmy jeszcze gdzie będziemy spali. To znaczy plan był, że tym razem w samochodzie ale trzeba było znaleźć jakąś dobrą miejscówkę. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przed mostem i cyknęliśmy kilka ujęć Portmagee, które swoją drogą było bardzo kolorowe, to znaczy domki, poustawiane w szeregu i ze sobą połączone odznaczały się różnymi barwami. Widzieliśmy coś podobnego w miasteczku Dingle i wtedy bardzo nam się taki styl spodobał. Teraz również – mieścinka nie duża ale wydaje się, że z charakterem.

Podróżnicy :)
Podróżnicy 🙂

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

7 komentarzyZostaw komentarz

  • zdjęcia cudne. A my to przypadkiem spaliśmy w B&B, które swego czasu było domem Cable Mastera – tego samego, który nadzorował przeprowadzenie kabla telegraficznego

  • Odwiedziłam wyspę Valentia w 2010 r.Urokliwe miejsce.Na zachód słońca nie czekaliśmy , za to teraz na Twoich zdjęciach mogę zobaczyć jak jest pięknie.Na wyspę wjechaliśmy z Portmagee przez most , a wracaliśmy promem . Oczywiście w Portmagee skorzystaliśmy z toalety , którą powinno się rozsławić na całą Europę , bo z tak czystego miejsca, w którym nikt nie pobiera opłaty, nie korzystałam nigdy.A tak w ogóle to wszystkie miasteczka w Irlandii są zachwycające, bo takie kolorowe. Moja tapeta w komputerze , to zdjęcie Killorglin z ozdobionym kwiatami mostem , przy którym stoi pomnik kozła.
    Mam przy okazji pytanie. Czy odwiedziłeś Glengarriff (niedaleko Bantry),skąd można promem przepłynąc, po drodze mijając stadko fok, na wyspę Garinish ? Polecam to miejsce , gdzie można pospacerować po pięknym ogrodzie.Serdecznie pozdrawiam i czekam na dalsze relacje z Twoich podróży po Irlandii

  • Mikasia – trochę żałuję, ze nie było nam dane więcej rozejrzeć się po Wyspie. Taki szybki wypadzik na klify i z powrotem – mam nadzieję, że następnym razem rozejrzę się dokładniej. A to B&B o którym wspomniałaś to jest w Portmagee?

  • Cześć Bawa!

    Toaleta, o której pisze to zapewne ta toaleta. Osobiście tam nie byłem, ale słyszałem a właściwie przeczytałem na blogu Piotra Słotwińskiego, że bije od niej czystością na kilometr 🙂

    Kolorowe miasteczka rzeczywiście są charakterystyczne. Najwięcej tego typu miejsc można spotkać w południowo-zachodnich hrabstwach, m.in. w Kerry. Również bardzo mi się takie malowanie domów podoba.

    Niestety w Glengarriff nie byłem. Najdalej na południu widziano mnie na Pętli Kerry, niżej na Półwyspy Beara, Sheep’s Head i Mizen nie dotarłem ale słyszałem, że warto.

    Podróże będą, obiecuję! 😉

    Pozdrawiam serdecznie!

  • to B&B jest na wyspie w miejscowości Knightstown. (więcej znajdziesz w linku, który podałam wyżej). Polecam dla samego craic.. 🙂

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *