WROBELS

Ross Castle – szacowny zamek nad jeziorem

Stojąc pod masywnymi murami tego zamku człowiek czuje, jaki jest mały, jaki kruchy i bezbronny. Majestat szczególnie widoczny jest, kiedy patrzy się na ogromną wieżę, dumnie spoglądającą na wody Jeziora Leane. My patrzeliśmy, zarówno na wysoką wieżę, na grube mury i na całe te zamkowe budowle. Obejmowaliśmy całość z podziwem ale jednocześnie żałowaliśmy, że trafiliśmy w to miejsce tak późno. Niestety zbyt późno abyśmy mogli wejść do środka…

W Killarney, czyli w mieście chyba najbardziej rozpoznawalnym w całym Hrabstwie Kerry (choć stolicą hrabstwa jest akurat Tralee), a już na pewno najchętniej odwiedzanym przez turystów, byliśmy późnym popołudniem. Czekał nas ostatni akcent tego kilkudniowego wyjazdu, chcieliśmy wszystko ładnie dopiąć i cieszyć się chwilą na tyle, na ile będzie to tylko możliwe. W naszym na szybko ułożonym grafiku, mieliśmy zamiar odwiedzić Ross Castle, przejść się po mieście i przejechać przez Gap of Dunloe. Zostały nam na to ponad 3 godzinki…

Majestat i surowość Zamku Rossa

Samochód zaparkowaliśmy na obszernym parkingu, zaraz na początku miasta. W planie przechadzka po okolicy, jakiś sklep z pamiątkami i możliwość naładowania baterii dla Danielowego aparatu. Nie udało nam się bliżej poznać tego kilkunastu tysięcznego miasta, pokręciliśmy się tylko po centrum, weszliśmy w parę uliczek i odwiedziliśmy kilka małych sklepików. Miasteczko żyło, pomimo że był to wrzesień (czyli poza sezonem) i zbliżał się dużymi krokami wieczór. Jestem pewien, że człowiek by się tam nie nudził wpadając na kilkudniową wizytę. Z pewnością jest to ciekawe miejsce, mające ogromny atut w postaci lokalizacji i rok rocznie czerpiące ogromne zyski z turystyki.

Do Półwyspu Iveragh, Ring of Kerry i wszystkich tych turystycznych wspaniałości zawartych w tej krainie, jest z Killarney momencik. Aby liznąć tę najbardziej widowiskową część Hrabstwa Kerry i przejechać się słynną, 180 kilometrową pętla wystarczy spokojnie jeden cały dzień. Oczywiście w celu bliższego poznania wszystkich atrakcji wskazana byłaby dłuższa wizyta. W bliskim sąsiedztwie miasta są szczyty pasma górskiego Macgillycuddy’s Reeks z największą górą w Irlandii – Carrantuohill (1039 metrów n.p.m.), niedaleko mamy Półwysep Dingle, na południe 3 następne półwyspy: Beara, Sheep’s Head i Mizen. Killarney ma potencjał, może być wspaniała bazą wypadową. W pewien sposób skorzystaliśmy z tego i po budzącej zmysły przejażdżce w pięknej dolinie , pomiędzy Purple Mountain a Macgillycuddy’s Reeks wróciliśmy do miasta i udaliśmy się nad Jezioro Leane. Tam spotkaliśmy się z 15 wiecznym zamkiem.

Po drodze mijaliśmy się z konnymi bryczkami, których było na prawdę sporo. Taka dobrze prosperująca Killarney’owska tradycja  a przy okazji fajna atrakcja turystyczna. Tak samo łódki muszą cieszyć się tam sporym zainteresowaniem. Zacumowane jedna obok drugiej na rzeczce dopływającej do Jeziora Leane sprawiały wrażenie nieskończoności. Jezior i jeziorek różnej maści w okolicach Killarney jest pod dostatkiem, więc taki łódkowy buisnessik wydaje się być jak najbardziej na miejscu. Na czym polegał nasz pech w momencie przybycia pod mury zamku? Późna pora. Na tyle późna, że nie mogliśmy  już wejść do środka. Nie mogliśmy zwiedzać zamkowych wnętrz, więc zadowoliliśmy się oglądaniem od zewnątrz, głównie od strony jeziora.

Ross Castle nie jest typowym zamkiem jaki znamy. Jest to Tower House, czyli rodzaj wieży o charakterze mieszkalno-obronnym. Zamek powstał pod koniec 15 wieku i pierwszymi właścicielami (a zarazem budowniczymi) był miejscowy klan rządzący – rodzina O’Donoghues. W tym czasie wieżę otaczał gruby, kamienny mur z czterema, okrągłymi basztami. Za murem stały domy pokryte strzechą, w których mieszkała służba lub ewentualnie wynajęci żołnierze. Wokół tego terenu stało kolejne, najprawdopodobniej wykonane z drewna, ogrodzenie. Podczas Powstania Desmonda w 1580 roku Ross Castle przeszedł w ręce rodziny Mac Carty Mor. Następnie zamek i ziemie zostały wydzierżawione przodkowi hrabiów Kenmare – Sir Valentine’owi Browne.

Gdy na Wyspie toczono Irlandzkie Wojny Konfederackie, to właśnie twierdza nieopodal Killarney, stawiała najdłuższy opór. Koniec przyszedł w 1652 roku, kiedy Lord Muskerry poddał się generałowi Ludlow’owi. W 1688 roku obok zamku dobudowano dom warowny – aby to zrobić, musiano zburzyć zachodnią część muru obronnego. W połowie 18 wieku, aż do początku wieku 19 zamek zamienił się w koszary wojskowe. Dom warowny wyburzono, tak samo postąpiono ze znaczną częścią obronnych murów, a do głównej wieży przyłączono obszerne baraki. W 1825 roku garnizon przestał istnieć i Ross Castle został kolejny raz przebudowany.

Główna bryła zamku, będąca jednocześnie wieżą, górowała nad okolicą. Przyłączony do niej gruby i wysoki na co najmniej kilka metrów mur wydawał się nie do zdobycia. Surowy i kanciasty charakter, budził taki trochę postrach, dodawał całości powagę i dostojeństwo. Czy Ross Castle jest piękny? Zależy jak spojrzeć. Zamek budowlą romantyczną z pewnością nie jest, brak mu misternych wykończeń, architektonicznych detali i ozdób. Nie o to zresztą chodziło.  Miał dawać głównie schronienie i taką rolę właśnie spełniał. Jeśli jednak spojrzy się na otoczenie zamku, dochodzimy do wniosku, że znalazł się on w iście bajkowej scenerii. Rozległe jezioro, do którego brzegów dojść można w parę sekund, tajemnicze, małe wysepki, w oddali łagodne wzgórza i ze wszystkich stron lasy.

Powiązane artykuły

O Autorze Zobacz wszystkie posty Autor bloga

admin

6 komentarzyZostaw komentarz

  • Zostaliście tam na noc? Patrząc na zdjęcie ze schodkami takie można odnieść wrażenie. Podoba mi się ta skała, która jest fundamentem zamku, wyrasta tak skośnie i jest częścią zarówno ziemi jak i zamku, tak jakby on tam pasował idealnie. Łódeczki ładnie zaparkowane po pracy – kursy z chatki Lorda Brendana. Ostatnio zawiozłem tam dwie dziewczyny i nie zgadniesz co im się na zamku Ross najbardziej podobało – kaczki 🙂

  • Nie, to była nasza końcówka imprezy. Od razu po zamku zawinęliśmy się w drogę powrotną. Byliśmy tam w momencie kolejnego zachodu słońca i dlatego mury miały taką ciepłą barwę. Skała rzeczywiście wkomponowana jest w zamek zacnie. Dodaje potężności i tak już potężnej budowli. Kaczki mówisz? 🙂 Czyli nie były to chyba miłośniczki starych zamków, choć z drugiej strony kobieta może zwrócić uwagę na coś, co nam facetom w życiu by na myśl nie przyszło. W doprawdy najróżniejszych sytuacjach.

    pozdrawiam! 😉

  • Zgadzam się z Tobą Ćwirku . Ross Castle romantyczną budowlą nie jest , za to budzi respekt i faktycznie znajduje się w bajecznym miejscu.Park wokół niego jest piękny , ze ścieżkami turystycznymi , no i to jezioro z łódkami i kaczuszkami.A ile tam rośnie maślaków , tylko zbierać. Wnętrze zamku zwiedziliśmy w ub. roku , dzięki Taicie, bo chociaż byliśmy tam kilkakrotnie , nie wiedzieliśmy , że można tam wejść. Bywaliśmy na Ross Castle popołudniami ,jak już było zamknięte i wejście tak jest niepozorne , że przeoczyliśmy.Warto zajrzeć do środka i zobaczyć jak to dawno temu się żyło i mieszkało.
    Myślę , że warto odwiedzić Killarney .Jest ciekawym miastem. Za każdym razem odkrywamy w nim coś nowego i ciekawego.Lubię spacerować po jego uliczkach.
    A zdążyliście być na Gap of Dunloe? Odbyliśmy przejażdżkę bryczką po Gap of Dunloe ,widoki śliczne , koniki ładne , ale powożący tymi bryczkami mogliby pracować w czystych ubraniach.
    Lecimy do Killarney 8 czerwca , tym razem na 9 dni.Pierwsze kroki skierujemy do Muckross House , aby nacieszyć oczy kwitnącymi rododendronami.Po świętach zacznę robić plan zwiedzania Irlandii i uwzględnię w nim Connemarę.

    Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy życzę Tobie , żonie i córeczce zdrowych i spokojnych Świąt

  • Na wstępie również życzę Tobie i całej Twojej rodzinie Wesołych Świąt Wielkanocnych!

    Przypuszczam, że również byśmy się w środku tego zamku znaleźli gdyby była ku temu wtedy lepsza sposobność. Wszystko do nadrobienia 🙂 Wizyta pod murami Ross Castle była taka trochę na chybcika, chcieliśmy go zobaczyć ale już w głowie mieliśmy kilkugodzinną podróż do domu. To było tylko takie delikatne muśnięcie, takie nabranie apetytu.

    Czas był naszym wrogiem ale w Gap of Dunloe się znaleźliśmy. Świetne miejsce, nic tylko jechać/spacerować i podziwiać. Robi wrażenie.

    Super, że macie w planach Connemarę. Gdybyście poświęcili na taki wyjazd poza Killarney na przykład 2 dni, to można zobaczyć Connemarę (w 1 dzień) i pojechać na Wyspę Achill lub Wyspy Aran. Zależy na jakie zwiedzanie się nastawiacie i jak długo pragniecie być w Killarney. Niemniej jednak wyjechać poza hrabstwo Kerry jest wskazane 😉

    pozdrawiam serdecznie!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *