WROBELS

Autostrady, nasza bolączka…

z 10 marca 2009

Jedną z wizytówek każdego cywilizowanego kraju powinny być autostrady. Tak samo jak dworce kolejowe bądź porty lotnicze. Jak to z tym jest w Polsce każdy wie. Wszystkie te 3 rzeczy niestety są poniżej wszelkiej krytyki. Ja skupię się na autostradach – pięcie Achillesowej polskiej rzeczywistości… Więcej

Wielkie ”Rock in Rio” z 2001 roku

Przeniosłem się przedwczoraj do dnia 19 stycznia 2001 roku i wylądowałem w rozgrzanym Rio de Janeiro. Rozgrzanym nie tylko od słońca ale przede wszystkim od muzyki. Wyrafinowanej, kreatywnej, ciężkiej jak cholera, głośnej niczym diabelski ryk w piekielnej czeluści, nasiąkniętej potężną dawką emocji rozlewających się ze sceny wprost na rozentuzjazmowany, 250-tysięczny tłum. Więcej

Wieczór z Donnie Brasco

z 16 marca 2009

Szklaneczka whisky z colą, w zasięgu ręki litewskie chipsy o smaku koperkowym a w telewizorze bardzo dobry film gangsterski – Donnie Brasco z fenomenalnym Alem Pacino i równie niesamowitym Johnnym Deepem. Macie takie filmy, do których wracacie namiętnie co jakiś czas? Więcej

Krwawa Niedziela…

Najbardziej charakterystyczna grupa muzyczna rodem z Irlandii? Chyba każdy się zgodzi jeśli napiszę, że jest nią U2. Mają swoje miejsce w historii rock’n’rolla, nagrali mnóstwo bardzo dobrych utworów, na wokalu charyzmatycznego i niezwykle popularnego frontmana oraz rzeszę oddanych fanów. Więcej

Katowice miastem przyszłości?

Katowicach mieszkałem mniej więcej od połowy lat osiemdziesiątych, nie w samym centrum ale na jednym z osiedli – Giszowcu. Na początku, jako mały brzdąc nie interesowało mnie zbytnio jak wygląda bądź jak ma wyglądać stolica Górnego Śląska. Dopiero w momencie kiedy zacząłem jeździć do Centrum Katowic w celu kontynuowania nauki w szkole podstawowej zacząłem dostrzegać to co się dzieje dookoła, czy powstają jakieś ciekawe miejsca, czy coś wybudowano i generalnie śledziłem w mediach informacje na ten temat. I robię to do dziś. Więcej

Wspomnień czar…

z 4 marca 2008

Na pewno były to jedne z najpiękniejszych momentów w naszym życiu. Emocje pomieszane z podwyższoną adrenaliną. Strach w towarzystwie niewyobrażalnej radości. I chociaż w pewnym sensie czuliśmy się na naszym własnym ślubie jak goście, bo wszystko odbywało się podczas 3-tygodniowych urlopów, to z gospodarzy tego wielkiego party wywiązaliśmy się myślę bez zarzutów.  Więcej